Dlaczego wybraliśmy ten zawód

Niby z Ameryki, niby stare, a jakie prawdziwe…

Na trudne dni i na chwile frustracji

Witamy w zawodzie, którego młodzi przedstawiciele – Wy za jakiś czas – zajmują zaszczytne czwarte od końca miejsce w narodowych statystykach zarobków.

LIRR EMS Drill
https://flic.kr/p/eVmSHQ

Jedyni zarabiający mniej to nauczyciele przedszkolni, pomywacze naczyń i pakowacze mięsa. Facet jeżdżący z tyłu śmieciarki, trzymający znak przy budowie drogi, wszyscy zarabiają więcej, niż doświadczony ratownik – wasz instruktor. Prawdopodobnie dużo więcej. Żaden z tych ludzi nie musi podejmować decyzji skutkujących życiem lub śmiercią. Wy będziecie musieli się z takimi decyzjami mierzyć.

Wybraliście zawód, w którym śmiertelność w czasie pełnienia pobowiązków porównywalna jest z tą u policjantów i strażaków. Dla tych z Was, którzy chcą być ratownikami HEMS – to jest najniebezpieczniejsza praca w Ameryce, przed drwalami, górnikami i poławiaczami krabów z Alaski. W tym zawodzie rozwody, samobójstwa i nadużywanie substancji psychoaktywnych występuje dużo częściej niż w innych zawodach. Średnia długość kariery w systemie ratownictwa medycznego to pięć lat. Pięć lat!

Niektórzy z Was przeniosą się do pracy w pielęgniarstwie lub innych dziedzinach opieki medycznej. Pozostali odejdą z powodu urazów kręgosłupa, inni zrezygnują fizycznie zdrowi lecz sterani, cyniczni, wypaleni przez realia naszego zawodu. Wasza wiara we wrodzoną dobroć człowieka uleci niczym dym z komina.

Będziecie poniżani przez pacjentów i gapiów, którzy wiedzą lepiej, nie doczekacie się szacunku od lekarzy i pielęgniarek, którzy lepiej wiedzieć powinni. I wielu z Was będzie pracować poniżej swoich oczekiwań finansowych albo jako wolontariusze.

Dlaczego Wam to mówię? Nazywamy to świadomą zgodą, piszą o tym w pierwszym rozdziale podręcznika, który każdy z Was trzyma w rękach. Zanim zdecydujecie się brnąć w to dalej, musicie wiedzieć w co się pakujecie. A to nie to, co myślicie. Będziecie przedzierać się przez potłuczone szkło i pogięty metal, przez mocz, kał i wymiociny. Będziecie poniżani przez ludzi, którym próbujecie pomóć. To wszystko za kilka dolarów i może… może… czasem ktoś okaże wdzięczność.

Jestem tu po to, żeby powiedzieć wam, że zostaliście okłamani. Kiedy jesteście napakowanymi ideałami żółtodziobami, romans z ratownictwem jest silny. Każdy z nas był kiedyś adrenalinowym ćpunem. Może nawet uda Wam się kogoś zaliczyć. Czego tu nie lubić? Ale wkrótce odkryjecie prawdę, która wyrzuca najwięcej ludzi z naszego zawodu:

Wcale nie ratujemy tak wielu żyć.
Ratowanie życia jest tym, czego się uczymy ale możliwość rzeczywistego uratowania kogoś wcale nie jest tak częsta. A gdy już taka możliwość się pojawi, jej wynik często zależy dużo bardziej od szczęścia i czasu, niż od naszych umiejętności. W czasie mojej kariery miałem wiele wezwań do zagrożenia życia. Niektórzy pacjenci wyszli nawet ze szpitala, innym udało się przeżyć na tyle długo, żeby pożegnać się z bliskimi.Podejmowałem wiele trudnych decyzji, robiłem trudne intubacje, walczyłem ze wstrząsem u gangstera z wielkoma nowymi otworami w ciele, nakłuwałem klatkę piersiową, prowadziłem stymulację, defibrylaowałem, kardiowertowałem i podałem niezliczoną ilość leków. Niestety nie mogę mieć pewności, że którekolwiek z tych działań rzeczywiście przedłużyło czyjeś życie. Z wyjątkiem dosłownie kilku przypadków, większość z nich została uratowana głównie dzięki prostym czynnośiom, które mógł podjąć każdy statystyczny obywatel po kursie pierwszej pomocy. Jeśli mi nie wierzycie, spytajcie swoich instruktorów.
Realia naszego zawodu to nie ekscytujące akcje i reanimacje dwa razy na zmianę. Naszą codziennością są przewozy na dializy i ludzie którzy od tygodnia nie mogą oddać stolca. Będziecie jeździć do bólu zęba o 3 w nocy, będziecie przeciskać się z noszami między zaparkowanymi samochodami, torując sobie drogę z torbą reanimacyjną, żeby uświadomić pacjontowi błachość jego problemu.

Jeśli koniec końców nie uratujemy tylu żyć, po co w ogóle się tym zajmować? Dlatego, że ratownictwo to zew. Będzie przyzywać Cię, nawet jeśli porzucisz ten zawód. To jest to, o czym Henry David Thoreau miał na myśli mówiąc “Rób to co kochasz. Poznaj swoje kości, pogryź je, zakop, wykop i gryź nadal”. Powinniśmy się tym zajmować ponieważ, mimo że nie ratujemy życia tak często, to co robimy ma znaczenie. Ma znaczenie w sposób niezauważalny dla nas, dla ludzi, których jutro nie będziemy nawet pamiętać. Powinniśmy przejmować się bo ratownictwo to granie z życiem w największą grę. Zbyt wielu ludzi przygląda największe rzeczy w życiu siedząc przywiązani do biurka albo patrząc w telewizor. Powinniśmy się przejmować, bo w liczą się rzeczy małe. Większość Waszych pacjentów nie ma pojęcia ile umiecie. Niewielu z nich rozumie technologię, którą Wy posługujecie się biegle. Ale zapamiętają uśmiech którym ich obdarzyliście, sposób w jaki ułożyliście koc aby odepchnąć od nich powiew zimy; zapamiętają sposób w jaki staliście w deszczu trzymając parasol nad nimi w czasie, gdy wasi koledzy z zespołu pakowali nosze z nimi do karetki. Zapamiętają spokojną kompetencję i delikatny głos. Zapamiętają dowcip, którym rozładowaliście atmosferę. Zapamiętają to wszystko i zapamiętają Wasze twarze dawno po tym, jak Wy zapomnicie o nich. Będziecie zapamiętani bo, mimo że dla Was było to tylko kolejne wezwanie, dla nich byliście ważną osobą w trudnym momencie życia. Wiele lat po tym fakcie poznają Was. “Zająłeś się mną, kiedy miałem zawał” – powiedzą a wszystko, co zrobiłeś, to podanie tlenu i zabranie go do szpitala. Może pomogłeś zażyć kolejną dawkę nitro, może zach ęciłeś do wzięcia aspiryny. Nie zrobiłeś nic, czego nie mogliby zrobić samodzielnie. Ale to Ciebie zapamiętali i Tobie dziękują.

Powinniśmy zajmować się ratownictwem, bo w ten sposób możemy dodać swój mały ścieg do tkaniny egzystencji; zostawić mały znak, prawie niezauważalny, niewidoczny w rachunku zysków i strat. Nie każdy dotknie życia tak, jak ratownik.Ludzie, w chwili największej słabości  i wrażliwości, zaproszą Was do swoich domów i powiedzą rzeczy, których nie mówią nawet księdzu. I będą oczekiwać, że w jakiś sposób im pomożecie. Nie wiem, czy rozumiecie jak wielki to zaszczyt. Ma nadzieję, że pewnego dnia zrozumiecie.Zasłużycie na ten zaszczyt? Jeśli tak – witamy w ratowniczej braci. Sprawcie, żebyśmy poczuli dumę!-Kelly Greyson

Autor oryginału od 18 lat jest ratownikiem medycznym w Louisianie (USA) i instruktorem dla młodych adeptów ratownictwa. Ten tekst powstał jako list powitalny dla przyszłych słuchaczy kursu EMT.
Źródło: http://www.ems1.com/ems-advocacy/articles/89408na służbie9-Welcome-to-EMS/  Kelly Grayson tłum. sasek